EN

Koszyk jest pusty

SlackRes

Wywiad z twórcą „SlackRes" - Piotrem Naworolem.
6 grudnia 2014

Slackline – sport, polegający na wykonywaniu ewolucji na kilkucentymetrowej taśmie zawieszonej nad ziemią – to dyscyplina w Polsce jeszcze nieznana. Rozmawiamy więc z zagorzałym propagatorem i pasjonatem Slackline’u, twórcą Fanpage’a: „SlackRes – Slackline Rzeszów” - Piotrem Naworolem.

Opowiedz nam jak zacząłeś. Co ukierunkowało Cię do wybrania akurat takiego sportu jak slackline?

Początek był zupełnie spontaniczny, z resztą jak większa część mojego życia. Po raz pierwszy spotkałem się ze slackline’em parę lat temu, kiedy to jeszcze przebywałem w Hiszpanii. Jednak poza chwilowym zaciekawieniem, ten nowy dla mnie rodzaj spędzania wolnego czasu, większych emocji nie wywołał. Wszystko zmieniło się kiedy postanowiłem wrócić do wspinaczki i około października ubiegłego roku wybrałem się do Centrum Wspinaczkowego Baltoro. Tam poznałem wiele nowych osób, które w przerwach od wspinania chodziły po wąskiej tasiemce rozwieszonej między dwoma ścianami. Przyglądałem się im uważnie, a z każdym dniem moja ciekawość jak oni to robią rosła. Stwierdziłem że jeżeli nie spróbuję to się nie dowiem. Od tego dnia slackline stał się moim sposobem na życie. 2 miesiące później ponownie wyjechałem z Polski, ale tym razem tylko na miesiąc. W tym czasie poznałem slackline’erów którzy reprezentują najlepszą markę, jeżeli chodzi o ten sport – „Gibbon”. Jednym z nich był Argentyńczyk Emiliano Gimenez. To co wyprawiał ten chłopak na taśmie było niesamowite. Wtedy jeszcze nie byłem w stanie ocenić jego umiejętności z punktu widzenia technicznego, ale wizualnie zakochałem się w tym sporcie i utwierdziłem w przekonaniu, że slackline to coś dla mnie.

Właściwie od małego uwielbiałem sport, a jeżeli było to coś ekstremalnego to jeszcze lepiej. Rolki, deskorolka, snowboard, wspinaczka, zawsze potrzebowałem poczuć ten dreszczyk emocji. Slackline wpasował się idealnie. Dodatkowym atutem okazała się akrobatyka, która jest mocno powiązana z dużą ilością tricków dynamicznych. Z akrobatyką nie miałem nic wspólnego, jednak zawsze marzyłem o spróbowaniu. Slackline powoli otwiera mi drzwi do tego trudnego, wymagającego, ale zarazem efektownego i dającego ogromną satysfakcję sportu.

Jak to jest być pionierem?

Pionierem. To chyba zbyt duże słowo. Tak jak powiedziałem, odnośnie pierwszego pytania, Slackline pokazali mi koledzy na ściance wspinaczkowej. Oprócz tego jest grupka studentów z Politechniki, którzy zaczęli rok wcześniej. Również z rozmów z Nimi udało mi się dowiedzieć, że był wcześniej jakiś chłopak na Rzeszowskich Bulwarach, który „slaczył”. Tak więc pionierem pod względem zapoczątkowania nie jestem, ale fakt, pod względem chęci rozpowszechnienia tego sportu wśród Rzeszowian zdecydowanie tak.W marcu tego roku wpadłem na pomysł utworzenia grupy na Facebook’u, która z czasem została wyparta na rzecz strony na tym samym portalu społecznościowym. Podczas tworzenia grupy w mojej głowie zaczęły pojawiać się pierwsze pomysły nazwy. Ostatecznie zdecydowałem się na krótką, ale zawierającą w sobie wszystko co chciałem, nazwę SlackRes. Brakowało mi jeszcze loga. Tutaj poprosiłem o pomoc rzeszowską firmę Delta Design. Logo, które stworzyli okazało się tak profesjonalne, że w niedługim czasie powstały pierwsze koszulki „Slackres’owe”.

Czy oprócz ekscytacji wynikającej z faktu bycia „jednym z pierwszych” pojawia się towarzysząca temu samotność? Innymi słowy, czy są takie chwile, kiedy myślisz – „szkoda, że ta społeczność dopiero raczkuje, za mało ludzi do pogadania o tym”?

Na początku przyznam szczerze, że samotność doskwierała. Jednak grono znajomych oglądających mój „progres” z podziwem, dawali mi ogromną siłę do dalszych treningów. Teraz jest zupełnie inaczej. Jest Nas o wiele więcej w Rzeszowie i z każdym dniem stajemy się coraz większą ekipą ludzi których łączy jedna pasja. W między czasie dołączyłem się do sporej ilości grup slackline’owych w Polsce i na świecie dzięki internetowi, co pomogło mi w byciu na bieżąco z wszystkimi nowinkami. Również miałem niesamowitą okazję brania udziału w I Mistrzostwach Świata w przechodzeniu przez rzekę w Bydgoszczy, gdzie poznałem jednych z najlepszych polskich slackline’rów, a także aktualnego numer 3 na świecie Jaan’a Roose, estońskiego trickline’ra, który spędził rok 2012 w trasie koncertowej z Madonną. 

Jeżeli chodzi o społeczność slackline’ową przyznam szczerze, że myślałem, że jest mniejsza. Jednak po głębszych inwestygacjach internetowych zdałem sobie sprawę, że jest zupełnie inaczej. Oczywiście nie jest to sport tak popularny jak piłka nożna, pozostając nadal zdecydowanie niszowym, ale z każdym rokiem jest o nim coraz głośniej. W Polsce, a konkretniej w Lublinie co roku jest organizowany Urban Highline Festival na który to przyjeżdżają najznakomitsi slackline’rzy z całego świata. Podczas trwania festiwalu, Lublin zamienia się w mekkę slackline’rów, którzy chodzą po taśmach o różnych długościach, rozwieszonych na różnych wysokościach, nad głowami mieszkańców tego urokliwego miasta. 

Łatwo jest zarażać Slacklinem? A może fakt, że jest to nowa dyscyplina, trochę to utrudnia?

Slackline jest sportem który łączy w sobie tak wiele, że działa jak „epidemia” jeżeli mówimy o zarażaniu. Taka pozytywna ebola. Nie poznałem jeszcze osoby, która po pierwszym spróbowaniu nie wróciłaby do dalszego doskonalenia swoich umiejętności. Slackline jest świetnym sportem dla każdego, od profesjonalnych sportowców po ludzi, którzy nigdy poza noszeniem zakupów i wchodzeniem na 4 piętro swojego mieszkania, ze sportem nie mieli nic wspólnego. Możesz mieć 3 lata lub 73 i nadal cieszyć się slackline’m. Wszystko zależy od tego co chcesz osiągnąć. Czy będzie to luźne chodzenie dla zabawy, a może skakanie, robienie salt czy mierzenie się z ponad 100 metrowymi taśmami. Ja osobiście nie stawiam sobie granic. Niezależnie jaki pułap osiągnę będę się cieszył tak samo. Dla mnie w slackline’ie najważniejsza jest „droga” , a nie cel. Każdy trening to czysta przyjemność. Slackline ułatwia Nam zrozumieć co znaczy to prawdziwe bycie „tu i teraz”. Slackline to także podróże i poznawanie nowych ludzi. Dlatego rzesza fanów tego sportu rośnie w zaskakującym tempie 

Jakie są Twoje rokowania co do przyszłości Slackline’u? Sport skazany na niszę, czy popularność?

Zdecydowanie sądzę, że slackline jest skazany na sukces. Właściwie to w tym roku coraz częściej słyszymy o nim w mediach. Pewnie nie osiągnie takiego poziomu popularności jak wspomniana wcześniej piłka nożna, jednak to też jest swojego rodzaju plusem. Sporty niszowe, mi osobiście wydają się takim „produktem ekskluzywnym”.   

Dziękujemy za wywiad :) 



Copyright © CUNA ZONE 2017

Realizacja: Zdzislowicz.pl - Tworzenie sklepów internetowych

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.

Zamknij komunikat